|

Poszukiwania R2-D2 nie przyniosły żadnych wyników i Anakin wraz ze swoją padawanką muszą się zająć kolejną misją. Tym razem ich zadaniem jest odnalezienie tajemnej stacji nasłuchowej. Po jakimś czasie otrzymują jednak komunikat od astromecha Skywalkera. Okazuje się, że obie sprawy da się załatwić za jednym razem...
Tym razem udało się. Po raz kolejny winy zostały odkupione. Po raz kolejny również widzowie mogli przeżyć 22 minuty gwiezdnowojennego serialu na wysokim poziomie. Duel of the Droids jest totalnym zaprzeczeniem swojego poprzednika. Tutaj każdy element został już o wiele lepiej dopracowany. Nie odrzuca słaba animacja, czy czasem równie słabe wykończenie tekstur. Nie męczy fabuła, która o dziwo, jeśli chodzi o budowę, nie odbiega wiele od poprzednika. Za to wciąga akcja, która jest największym motorem tego odcinka. Oto kulminacyjny epizod zwieńczający całą wyprawę na ratunek przyjaciela.
You hold onto friends by keeping your heart a little softer than your head.
Jak już wspomniałem, najistotniejszą rolę w tym epizodzie odgrywa akcja. Znajdziemy tutaj pełno nagłych zwrotów w fabule. Nasi bohaterowie wpadają na trop ukrytej stacji nasłuchowej, bronionej przez mnóstwo droidów i generała Grievousa we własnej osobie. Tym razem nie tylko mają za zadanie odnaleźć astromecha-przyjaciela, ale również wysadzić całą stację w powietrze. Prowadzi to jednak do tego, że dzielą się między sobą zadaniami. Tak więc Anakin rusza na pomoc Artoo, podczas gdy Ahsoka w towarzystwie klonów pędzi podłożyć pewną wybuchową niespodziankę dla Separatystów. Rozpoczyna się seria konfrontacji, w których każdy z bohaterów musi stawić czoło innemu wrogowi. Anakin musi rozprawić się z droidami-wartownikami, natomiast Ahsoka stoczy trudny pojedynek z generałem Grievousem. Największe wrażenie robi ta druga walka — szczególnie pod względem realizacyjnym. Twórcy nie starali się robić z Tano jakiejś niezniszczalnej maszyny, którą tak naprawdę nie jest. Ten tytuł, co cieszy, pozostaje w rękach Grievousa. Nie ma żadnych wątpliwości, że młoda padawanka nie daje rady olbrzymowi, dlatego jej taktyka opiera się jedynie na odwróceniu uwagi generała. W całości ta konfrontacja przedstawia się wyśmienicie. Trzeba pochwalić za bardzo dobrze przygotowaną walkę i nagłe zwroty w akcji, które trzymają w napięciu sprawiając, że nie jesteśmy pewni jak się cała sytuacja zakończy.
No, ale nie oszukujmy się. Tak naprawdę, jeśli chodzi o potyczki, to najbardziej wyczekiwaną była ta, którą ewidentnie sugeruje nam tytuł odcinka. R2-D2 mierzy się tutaj na narzędzia ze zdradzieckim droidem. Wydawałoby się, że dużo nie można się spodziewać po takim pojedynku, lecz twórcom udało się w niego wprowadzić masę energii i rywalizacji pomiędzy robotami. W walkę, prócz różnego rodzaju instrumentów, włączają się takie funkcje jak porażenie prądem, silniki odrzutowe czy nawet linki zaczepowe. R2 stara się również użyć tricku znanego już z Zemsty Sithów. Cały pojedynek nie trwa długo, jednak zapada w pamięć. W końcu nie zawsze przychodzi nam oglądać takie starcia.
W Duel of the Droids jest jeszcze wiele innych rzeczy, które przemawiają za odcinkiem, swoistych smakołyków. Uświadczymy w nim chociażby scenę zrzutu ze statku Twilight, gdzie bardzo mi się podobały ujęcia oraz dbałość o szczegóły w animacji (jak na przykład trzymająca powietrze podczas lotu Ahsoka). Również wszelkie emocje jakie towarzyszą bohaterom w trakcie odcinka w jakiś sposób przelewają się na widza. Dlatego też ten epizod jest o wiele bardziej angażujący. Wywody bohaterów na temat tego, co powinni w danej sytuacji zrobić, zostały bardziej spłycone, przez co nie czuje się takiej sztucznej atmosfery powagi. Trzeba przyznać, że siódmy odcinek to powrót do wysokiej formy. Porównywałbym go do Rookies, aczkolwiek oba różnią się od siebie, gdyż coś innego jest tak naprawdę w nich istotne — w Rookies był to klimat, tutaj jest to czysta akcja.
Wygląda na to, że teorie się sprawdzają. Poprzednio po świetnym Rookies dostaliśmy bardzo średni odcinek, który nie wprowadzał wiele do serii, a teraz Duel of the Droids pozwala nam ponownie poczuć ten klimat Gwiezdnych Wojen. Nietrudno więc mieć obawę co do kolejnego odcinka, tym bardziej że będzie on zawierał jedną z najmniej lubianych przez większość fanów postaci. Jednak z drugiej strony, Duel of the Droids z pewnością uzmysławia nam, że pozornie prosta historia, jest w stanie wciągnąć jak wir i trzymać w napięciu. Trzeba to tylko dobrze wykonać...
Ocena: 9/10
Recenzja: Thon Notka z opisem fabuły: Thon Korekta: Jedi Nadiru Radena
Informacje o odcinku:
Scenariusz: Kevin Campbell, Henry Gilroy
Reżyseria: Rob Coleman
Data wyświetlenia: 14 listopada 2008
Numer epizodu: #7
Numer produkcyjny: #6
Aktorzy głosowi:
Matt Lanter - Anakin Skywalker
Ashley Eckstein - Ahsoka Tano
Dee Bradley Baker - szturmowcy-klony
Matthew Wood - Generał Grievous / droidy bojowe
Ron Perlman - Gha Nachkt
James Arnold Taylor - Obi-Wan Kenobi
Tom Kane - Narrator
Ciekawostki:
- Nie zostało to uwzględnione w odcinku, ale w scenariuszu pojawia się wzmianka, że podniebna stacja znajduje się w atmosferze księżyca Ruusan. Ruusan jest bardzo ważnym światem w Expanded Universe, miejscem na którym w roku 1000 BBY odbyło się decydujące starcie pomiędzy Jedi a Sithami.
- Statek Vulture’s Claw posiada siedzenia podobne stylistycznie do tych, które znajdują się na pokładzie Sokoła Millenium.
- Schemat kolorów R3-S6 składający się ze złotego i czarnego koloru jest wzorowany na kolorach Pittsburgh Steelers – drużyny grającej futbol amerykański w rodzinnym mieście Dave’a Filoniego.
- Dla tych, którzy zastanawiają się, co oznaczają napisane w aurebeshu wiadomości wyciągane z R2-D2, tym razem to może być wyzwanie. Tekst jest bowiem przypadkowy i pozbawiony sensu.
- Chociaż droid typu IG-100 MagnaGuard zostaje pozbawiony głowy, nie kontynuuje walki, tak jak to miało miejsce w Zemście Sithów.
Linki do dodatkowych materiałów w języku angielskim:
|