|

Mace Windu wkracza do akcji, kierując wojskiem Republiki w ostatecznej batalii o planetę Ryloth. Separatyści nie mają jednak zamiaru angażować się w bitwę, która będzie ich tylko więcej kosztować. Postanawiają posprzątać po sobie i wynieść się z planety. Jednak ta ucieczka ma być okupiona ofiarami i dalszymi zniszczeniami świata Twi’leków. Mace Windu musi zdążyć powstrzymać wroga, nim ten pozostawi po sobie jedynie ruiny…
Wolność to jeden z tematów, który twórcy lubią często poruszać w swoich dziełach. W serialu The Clone Wars postarano się wykorzystać ten motyw na różny sposób. Mieliśmy już Rodian, Toydarian, Lurmenów, czy Talzów. Każdy problem jednej z tych ras był swego rodzaju ewenementem na tle całej serii. To, co widzieliśmy w ostatnich trzech odcinkach wydaje się jednak takim połączeniem każdego z widzianych wcześniej problemów w jeden duży konflikt. Oto gdzie wkracza ostateczny rozjemca — Mace Windu.
Compromise is a virtue to be cultivated, not a weakness to be despised.
Fani mistrza Windu będą zapewne najbardziej zadowoleni z dwudziestego pierwszego odcinka serialu. Mace pokazuje się tutaj ze swojej najlepszej strony — zdecydowanego i konsekwentnego wojownika. To on gra pierwsze skrzypce, i jak na silnego dowódcę przystało potrafi wyjść z każdej trudnej sytuacji. Twórcy serialu nie odbiegają więc wiele od tego co widzieliśmy w Clone Wars Tartakovsky’ego. Czego mi jednak brakowało, to choć jednego ujęcia jak te ze znanego i docenianego odcinka poprzedniej animacji, gdzie Mace również grał główną rolę. Wyobrażacie sobie: Windu stojący na wzniesieniu, jego ubranie powiewa na wietrze, a wzrok i wyraz twarzy zdeterminowany, skierowany w kierunku bazy przeciwnika. Brakuje mi takich momentów w The Clone Wars kiedy można się na chwilę zatrzymać w tym pędzie opowiadania historii i po prostu poczuć klimat.
Fabuła odcinka pełna jest za to akcji, która w środku nieco zwalnia, gdy Mace postanawia znaleźć przywódcę ruchu oporu Twi’leków (Cham Syndulla), aby ten wspomógł go w ostatecznym pozbyciu się sił Separatystów z planety. O ile samo poszukiwanie zostało całkiem nieźle wplecione w akcję, o tyle już później było nieco gorzej. Jaki bowiem przywódca oporu zaprasza gościa, który chce mu pomóc, na jakieś przyjęcie z tańcami? Skąd ma na to czas?! Co chce przez to osiągnąć? Na ekranie wygląda to śmiesznie (w kontekście do tego, co przeżywają mieszkańcy planety), i dobrze się złożyło, że twórcy nie starali się tego wydłużyć. Pozostaje jednak pewien niesmak i zdziwienie. Może i jest to część kultury Twi’leków, ale kompletnie nie pasuje on do klimatu odcinka.
Warto wspomnieć nieco i o przeciwnikach Republiki, tym razem szybko kalkujących swoje szanse (no może z wyłączeniem Wata Tambora). Na początku odcinka zabłysnęło nawet wojsko Separatystów. W pewnym momencie roboty wykazują się inteligencją i bardzo łatwo wprowadzają Republikę w sytuację krytyczną, nawet można by rzecz, beznadziejną. Co jak co, ale tutaj Mace popełnił poważny błąd — widać, że nie liczył się za bardzo z taką ewentualnością. Za to podczas końcowej batalii do akcji na chwilę powracają roboty-komandosi znani z odcinka Rookies, co jest miłym zaskoczeniem i urozmaiceniem.
Jedna rzecz nie zmieniła się od poprzedniego odcinka — trudno byłoby się tego zresztą spodziewać. A mianowicie słabe wykonanie rasy Twi’leków. Jakoś nie przekonują mnie oni do siebie, wyglądają straszliwie komputerowo. Podobał mi się właściwie tylko jeden moment w animacji Syndulla, kiedy dowiaduje się o bombardowanych miastach na Ryloth. Bardzo ładny szczegół, szkoda tylko że nie jest on w stanie zmienić opinii o całej reszcie. W kwestii bitew odcinek jakoś nie odstaje od poprzednich. Ogólnie więc, gdy przymknie się oko na mieszkańców Ryloth, epizod będzie typowym średniakiem pod względem wykonania, z małymi przebłyskami.
Liberty on Ryloth to, mimo wszystko, niezły odcinek. Na pewno trzymający klimat całej trylogii, i stanowiący niezłe jej zwieńczenie, ale poza tym nie wiem czy można go jakoś wychwalać. Dla mnie nie był to jakiś skok w porównaniu do Innocents of Ryloth — po raz kolejny całość ratuje zgrabnie poprowadzona akcja. No, ale to może dobrze, że twórcy pod koniec chociaż trzymają dobry poziom. Na studiach tak jest — byle przetrwać sesję — a potem impreza na całego. No to śpiewamy: "Niech żyje wolność, wolność i swoboda...!"
Ocena: 8/10
Recenzja: Thon Notka z opisem fabuły: Thon Korekta: Jedi Nadiru Radena
Informacje o odcinku:
Scenariusz: Henry Gilroy
Reżyseria: Rob Coleman
Data wyświetlenia: 13 marca 2009
Numer epizodu: #21
Numer produkcyjny: #19
Aktorzy głosowi:
Terrence "TC" Carson - Mace Windu
Robin Atkin Downes - Cham Syndulla
Matthew Wood - Wat Tambor i droidy bojowe
Dee Bradley Baker - szturmowcy-klony
Matt Lanter - Anakin Skywalker
Phil LaMarr - Orn Free Taa
Corey Burton - Count Dooku i Gobi Glie
Ashley Eckstein - Ahsoka Tano
Tom Kane - Yoda, Narrator i Admirał Yularen
Ian Abercrombie - Kanclerz Palpatine
James Arnold Taylor - Tae Boon
Gary Scheppke - TA-175
Ciekawostki:
- Oryginalny scenariusz opisywał Mace’a Windu rozbijającego szybę unieruchomionej maszyny kroczącej AT-TE Republiki za pomocą miecza świetlnego. Ostatecznie w odcinku używa on Mocy, aby skruszyć szkło. Dzięki temu odcinek jest spójny z EU, gdzie talentem Mace’a jest szukanie i wykorzystywanie miejsc podatnych na kruszenie, tak zwanych „punktów przełomu”.
- Eskadra Lighning składająca się z AT-RT, posiada na każdym z nim napisane w Aurebeshu „BEA”.
- Wczesna wersja fabuły zawierała wątek w którym Mace uwalnia pojmanych Twi’leków z więzienia znajdującego nad wulkanem. Ponieważ szkice koncepcyjne wyglądały zbyt podobnie do planety Mustafar, porzucono ten pomysł.
- Dowódca klonów Ponds ma napisane z tyłu swojego hełmu w Aurebeshu: „Niektórzy mają zawsze szczęście”.
- Ten odcinek jest pełen różnych tekstów w Aurebeshu. Jeden z republikańskich ekranów wyświetla napis: „KŁOPOTY NA HORYZONCIE: Raport badającego zespołu rozpoznającego zaawansowany syndrom terapii żołnierzy obecny stan eksperymentu kontynuowany zgodnie z zakładanym planem.” Ten sam ekran pokazuje również: „Drugi najważniejszy sport zaraz po futbolu.”
- Wśród skarbów zabieranych przez Wata Tambora jest lekko zmodyfikowana Arka Przymierza (dodano twi’lekańskiego cherubina na górze skrzyni).
- W jednej ze scen widać blurrgi, zwierzęta widziane pierwszy w filmie telewizyjnym Ewoks: The Battle for Endor.
- Cham Syndulla miał być początkowo zdrajcą na usługach Konfederacji.
Linki do dodatkowych materiałów w języku angielskim:
|