21 lat przed Bitwą o Yavin (15 miesiąc Wojen Klonów)
Wojny Klonów to jeden z najlepiej opisanych okresów w dziejach Odległej Galaktyki. Szersze grono kojarzy go z serialem animowanym Gendy’ego Tartakovsky’ego, a teraz także z odsłoną kinową The Clone Wars i telewizyjną kontynuacją, za którą stoi Dave Filoni. Nie da się ukryć, że adresatami wyżej wymienionych są młodsi widzowie, a forma przystępna dla nich nie jest najlepszym nośnikiem opowieści o wojnie. Może to tylko moje odczucie, ale krew i łzy w bajce są mało przekonujące. Na szczęście mamy książki i komiksy, które pozwalają przyjrzeć się bliżej temu konfliktowi zbrojnemu z nieco innego, dosadniejszego punktu widzenia.
Historia bitwy o Jabiim jest jedną z tych, bez których ogrom tragedii Wojen Klonów byłby niedopowiedziany i niepełny. Dzięki takim właśnie opowieściom słowa: „poświęcenie” i „wojna” nabierają bardziej przyziemnego wydźwięku, bliższego czytelnikowi. Jest to obraz nieco inny niż heroiczne zmagania głównych bohaterów w bitwach na wielką skalę odmieniających losy galaktyki. Zmagania młodych Jedi decydujących się w obliczu wojny na najwyższe poświęcenie znajdziemy w czterech zeszytach cyklu Republic (#55-58), które składają się na miniserię Battle of Jabiim.
Na deszczowej planecie Jabiim lądują Rycerze Jedi, by stawić czoła ruchowi Separatystów, który panoszy się na tym świecie. Jego liderem jest Alto Stratus, który podburza do agresji przeciw Republice i głośno wygłasza swoje niepochlebne opinie na temat Jedi, obarczając ich winą za zamęt i krwawe rozruchy. Jak nietrudno się domyślić on i jego komandosi, znani pod nazwą Nimbus stanowią trzon jednej ze stron konfliktu. Wspierani przez roboty bojowe i machiny Separatystów dziesiątkują przybyłą Armię Republiki. Zmagania utrudnia nieustannie padający deszcz, który skutecznie spowalnia przemieszczanie ciężkiego sprzętu i każe walczącym brnąć w błocie po kolana. Na domiar złego potęguje problem z komunikacją. Na szczęście razem z Klonami stacjonuje na planecie pokaźny skład Rycerzy Jedi i ich padawanów. Niby wszystko wydaje się znajome, ale nieoczekiwany wybuch machiny kroczącej AT-AT stawia młodych adeptów Mocy w trudnej sytuacji. Zostają sami z żołnierzami Republiki, podczas gdy ich mistrzowie oddzielają się od nich i zostają uznani za zmarłych. Niezahartowani i nieprzygotowani padawanowie zmuszeni są radzić sobie sami.
Tak w skrócie wygląda sytuacja i jest to praktycznie treść pierwszego zeszytu pt. The Rainmakers, rozpoczynającego całą historię. Zgodnie ze starą maksymą, że nic tak nie ożywia akcji jak trup, losy bitwy o Jabiim w kolejnych odsłonach robią się coraz ciekawsze i nierzadko zaskakujące.
Następne dwa zeszyty to kolejno: Stormchaser oraz Lighting Rods, które zawierają opis zmagań młodych Jedi, pozbawionych swoich nauczycieli w trakcie odwrotu z konwojem zaopatrzenia do bazy. W ciągu tej wędrówki poznajemy ich bliżej i śledzimy poczynania aż do tragicznego końca, gdy postanawiają poświęcić własne życie, by umożliwić ewakuację zdruzgotanym siłom Republiki. Ta część historii skupia się tak naprawdę nie tyle na samych wojennych zmaganiach, co przeżyciach młodych Jedi ekstremalnie szybko dojrzewających do tego, by porzucić marzenia w imię ważniejszych spraw. Widzimy w niej inną stronę wojny i klucz do zrozumienia istoty bycia Jedi, która to opiera się na poświęceniu dla innych i wyrzeczeniu się własnych potrzeb. Wśród młodych padawanów znajdziemy wybitną uzdrowicielkę Aubrie Wyn, która była w drodze do Świątyni Jedi, gdzie jej szkoleniem zająć się miał sam Mace Windu. Nie zabraknie też znanych postaci jak Zule Xiss, znanej z komiksu Republic: The New Face of War, która na Ohma-D’un straciła swego mistrza oraz rękę. Trudno nie odnieść wrażenia, że jej mechaniczna proteza, niepowleczona syntskórą stanowi nawiązanie do kalectwa Anakina Skywalkera.
Wątek trudnych wyborów kontynuowany jest w czwartym i ostatnim zeszycie tej miniserii pt. Floodgates. Wraz z Anakinem stajemy przed dylematem, który w pełni zasługuje na to miano, gdyż trudno jednoznacznie stwierdzić czy Skywalker podjął właściwą decyzję. Pytanie to zresztą powróci w jednym z komiksów serii Empire, kiedy to inny Skywalker otrze się o konsekwencje wyboru, jakiego dokonał młody Jedi.
Historia bitwy o Jabiim to bardzo zgrabna opowieść o zmaganiach wojennych rycerzy Jedi na frontach Wojen Klonów. Obi-Wan Kenobi i Anakin Skywalker tym razem są tylko jednymi z wielu uczestników wydarzeń, ale znajomość ich relacji pozwala lepiej zrozumieć emocje towarzyszące pozostałym bohaterom. Pomysł, aby opisać losy padawanów pozbawionych mistrzów jest trafiony i bardzo potrzebny. Wszyscy słyszeli, że wojna zabija wielu Jedi, osieroca padawanów i pozbawia mistrzów podopiecznych, jednak po raz pierwszy w Battle of Jabiim możemy to zobaczyć w pełnym wymiarze. Widzimy jak w zawierusze wojennej reagują młodzi użytkownicy Mocy i jakie ścieżki wybierają. Jedni, jak Kass Tod i Mak Lotor odnajdują ukojenie i oparcie w miłości, czymś zakazanym dla Rycerzy Jedi w normalnych warunkach. Są też tacy, jak Zule, którzy poddają się gniewowi i przechodzą na ciemną stronę Mocy. Niektórzy szukają oparcia w Kodeksie Jedi powtarzając, że „Nie ma lęku, nie ma bólu, nie ma śmierci, jest tylko Moc”. Obok nich mamy rozchwianego emocjonalnie Anakina, który nie potrafi pogodzić się z nieuniknionym losem wszystkich żywych istot i robi kolejny krok w kierunku ciemności nabywając przy tym umiejętność duszenia Mocą.
Z niezaprzeczalnych smaczków wymienić trzeba masę nawiązań do filmów i EU, które mocniej osadzają Jabiim w uniwersum Star Wars. Bardzo sprytnym rozwiązaniem jest uniknięcie pokazania Skywalkera jako niezniszczalnego herosa. I tu ukłon w kierunku twórców za to, że nie pokusili się o proste i przewidywalne cudowne ocalenie Anakina z rzezi padawanów, które wyglądałoby mało wiarygodnie. Zamiast tego, za sprawą Kanclerza Palpatine’a młody Jedi zostaje usunięty z pola bitwy i wysłany z misją objęcia dowództwa nad ewakuacją wojsk Republiki. Do niewątpliwych plusów należy dodać dialog między żołnierzami Separatystów, którzy opowiadają sobie historie o Jedi, z których wynika, że wielu widzi w nich potworów i bezwzględne maszyny do zabijania, a nie obrońców sprawiedliwości. Przez to łatwiej jest zrozumieć, dlaczego Palpatine tak łatwo przekonał opinię społeczną, że Jedi to zdrajcy. Choć pod koniec czwartego zeszytu akcja zwalnia, przenosząc się do szpitala New Holstice to całość spięta jest wspaniałą klamrą. Kropkę nad „i” stanowi żywy pomnik pamięci składający się z nieśmiertelnych ciem, gdzie każda z nich symbolizuje innego Jedi, który połączył się z Mocą. Niektóre z nich szepczą imiona bohaterów znanych z komiksów Tales of the Jedi. Stanowi to wspaniały hołd i przypomnienie, że żadne poświęcenie nie jest zapomniane. To pokrzepiające zakończenie, zwłaszcza, gdy komuś zakręciła się w oku łezka podczas pogromu padawanów, który przywodzi na myśl Rozkaz 66.
Rzeczy, do których można się przyczepić to maszyny kroczące AT-AT, których pojawienie się miesza trochę w Expanded Universe i fakt, że Anakin nie połapał się, że coś jest nie tak, gdy otrzymał komunikat od Kanclerza bez żadnych zakłóceń, a później dowiedział się, że nie ma możliwości kontaktu z Coruscant z powierzchni planety, ale to możemy zrzucić na opieszałość Skywalkera.
Jednymi z największych atutów tych komiksów są: oprawa graficzna i kolorystyka, które wspaniale oddają cięższy klimat historii. Rysunki to sprawka Briana Chinga, którego kreska bardzo dobrze sprawdza się w deszczowej aurze i komponuje się z całokształtem opowieści. Nawet charakterystyczne dla niego twarze nie rażą, a nawet da się wytłumaczyć ich wygląd wszechobecną wilgocią i błotem.
Miniseria ta jest pozycją obowiązkową nawet nie ze względu na ważkość fabuły, co przypomnienie, że wojna to nie tylko wielkie bitwy, ale i drobne potyczki, w których giną jednostki. Nie pozwala przejść obok siebie obojętnie i zostaje w pamięci na dłużej, a każdy znajduje w niej coś innego. Dla mnie sceną symboliczną jest ta, gdy wschód Słońca nie przynosi, jak to zwykle bywa wytchnienia, ale śmierć. To samo, kilka miesięcy później, przyniesie wyczekiwane zakończenie Wojen Klonów.
Ogólna ocena: 10/10
Dialogi: 9/10
Uniwersum: 9/10
Klimat: 10/10
Rysunki: 10/10
Kolory: 10/10
Scenariusz: Haden Blackman
Rysunki: Brian Ching
Kolory: Joe Wayne, Tomás Giorello, Jan Duursema
Okładki: Kev Walker
Wydawca: Dark Horse Comics
Data publikacji: kwiecień - grudzień 2003
Recenzja: Taraissu Notka z opisem fabuły: Dark Horse Comics Korekta: Danny Flicker |