Blog StarWars.pl
X-Wing Alliance
Król symulatorów, po którym długo nie ma nic

Star Wars: X-Wing Alliance


Tytuł:
Star Wars: X-Wing Alliance
Data wydania: 1999
Wymagania: P200 MHz,32 MB RAM, akcelerator grafiki Direct 3D

X-Wing Alliance jest bodajże najlepszym symulatorem walk kosmicznych na świecie SW i poza nim. Gra, oparta na znanych zasadach z poprzednich 3 części (X-wing, TIE Fighter, X-wing vs. TIE Fighter), jest niedoścignionym wzorem dla wszystkich obecnych symulatorów. Jest jednak pewna rzecz, które odróżnia tę część od jej poprzedniczek. Gra ma bardzo wciągającą fabułę (choć może trochę schematyczną), będącą rzadkością w tego typu programach. Jest jednak pewien, bardzo dla niektórych uciążliwy mankament (choć dla mnie jest to raczej zaleta) – gra wymaga joysticka i to dobrego. Jednak na temat plusów i minusów będziemy rozmawiać później. Teraz trochę dokładniej o samej grze.

Na początku fabuła. Wcielamy się w postać Ace’a Azzamena, najmłodszą latorośl rodziny Azamenów, która trudni się handlem. Idylliczną atmosferę na rodzinnej stacji burzy rywalizująca z naszą rodziną firma kierowana przez K’Armyna Viraxo. Na domiar złego Viraxo bardzo ściśle współpracuje z Imperium, co tym skutecznie utrudnia życie naszej miłującej pokój rodzinie. Z czasem tracimy kilku bliskich (m.in. naszego ojca), a w wyniku spisku Viraxo Imperium zajmuje naszą rodzinną stację. Na skutek takiego obrotu spraw rodzina szuka ostatniego ratunku w Rebelii i zostaje przyjęta w głównej mierze przez pamięć po naszym ojcu. Od tego momentu (czyli od drugiego aktu) walczymy w szeregach Rebelii, wykonując od czasu do czasu zadania dla rodziny. Momentem finałowym dla bohatera jest misja poprzedzająca Endor, w której dochodzi do symbolicznego zjednoczenia jego rodziny. Oczywiście koniec gry to trwająca 4 misje bitwa o Endor, włączając wlot do Gwiazdy Śmierci. Po niej żyjemy długo i szczęśliwie.

Przejdźmy teraz do bardziej konkretnych spraw, mianowicie do grafiki. Gra nie jest nowa, ale po grafice tego nie widać. Jest po prostu piękna. Wchodzenie w nadprzestrzeń, wybuchy i strzały z laserów są po prostu niesamowite. Oczywiście im bliżej jesteśmy okrętów, tym więcej szczegółów widzimy (może trochę razić zmienianie się tekstur w miarę „rośnięcia” okrętów). Najbardziej chyba spektakularne są wybuchy większych okrętów i stacji kosmicznych – aż miło popatrzeć. Oczywiście widok mamy z kabiny pilota i jest on jak najbardziej słuszny (w końcu to symulator). Jeżeli HUD’y bardzo nas denerwują można je wyłączyć (podobnie jak owiewkę kabiny – dla osób, którzy chcą mieć szerokie pole widzenia). Bardzo pomocny jest radar, który podzielony jest na 2 wyświetlacze (w prawym i lewym górnym rogu) ułatwiający orientację w przestrzeni. Jak wspomniałem w kabinie mamy 2 wyświetlacze (HUD’y), na których mamy wyszczególnione uszkodzenia, raporty z walki, ilość naszych jednostek i ich stan oraz rozkazy jakie możemy wydawać (do tego przejdę za chwilę). Poza tym na środku znajduje się jeszcze jeden wyświetlacz, na którym widzimy obiekt naszego ataku. Jeżeli bardzo chcemy, możemy widzieć nasz myśliwiec „od tyłu”, ale nie polecam tego widoku. Poza tym w większych transportowcach (np. Otana) możemy przechodzić do wieżyczek strzelniczych i stamtąd razić przeciwnika śmiercionośną energią zawartą w laserach. Choć ponownie nie polecam tego. Jest jednak jeden mankament, ale może on dotyczyć akurat mojego egzemplarza gry. Tło pod prawym dolnym wyświetlaczem czasami drga. Wygląda to dziwnie, ale w ferworze walki nie ma co przejmować się takimi szczegółami. Jeżeli ściągniecie sobie update do gry z oficjalnej strony będziecie mogli nagrywać wasze misje i potem pochwalić się kolegom. Przepięknie zrobione są też cutscenki. Aż miło popatrzeć na walki w kosmosie.

Jak już jesteśmy przy wrażeniach optycznych należy też wspomnieć o wrażeniach słuchowych. Muzyka jest ścieżką dźwiękową z SW (jakbyście się tego nie spodziewali), ale bardzo dobrze jest wkomponowana w całość. Słysząc Marsz Imperialny możecie być pewni, że z nadprzestrzeni wyszedł Imperial Star Destroyer, a słysząc fragment wysadzenia barki Jabby, że misja została ukończona. Jeśli chodzi o odgłosy, to są one bardzo dobrze zrobione. Wystrzały i wybuchy brzmią jak z filmów, podobnie jak odgłosy silników maszyn. Lecąc z eskadrą możecie się przekonać, że jest ona bardzo gadatliwa, a lecąc z Emtreyem (wasz rodzinny robot) możecie być pewni, że w 100% zastąpi całą eskadrę.

joysticka. Ja grałem na 2-osiowym „czymś”, co tylko z nazwy jest „joyem”. Musicie mieć porządny sprzęt, najlepiej z przepustnicą. Tylko wtedy będziecie mogli w pełni wykorzystać możliwości waszej maszyny. Zmiana prędkości i odpowiednie skręty mogą spowodować bardzo szybką eliminację waszych przeciwników. Ja niestety jestem tego pozbawiony i muszę ograniczyć się jedynie do manewrów (nie jestem w stanie szybko sięgnąć ręką do klawiatury i zmniejszyć bądź zwiększyć prędkość). Druga sprawa to systemy naszych myśliwców. Praktycznie cała klawiatura jest przyporządkowana różnym systemom pokładowym. I nie mówię tu tylko o pojedynczych przyciskach. Jest od groma kombinacji z Shift’em i Ctrl’em lub z obydwoma naraz! Oczywiście większość z nich nie jest bardzo potrzebna i można się bez nich obejść (jeżeli graliście w poprzednie części, to nie powinniście mieć problemów z przyzwyczajeniem się do klawiatury – jest niezmieniona od czasów pierwszego „X-winga”).

Jeżeli przyzwyczailiście się już do klawiatury i macie dobry joystick, czas na latanie. Początkowo misje nie są specjalnie trudne. Walki ograniczają się wyłącznie do potyczek z myśliwcami Viraxo, bądź maszynami piratów. Z czasem pojawiają się TIE-fightery, ISD’eny (Imperial Star Destroyer), Indicatory, no i oczywiście sam „Egzekutor”. Misje są bardzo zróżnicowanie (jest ich w końcu około 50). Od prostych zadań eskortowania własnych jednostek, po ataki na placówki imperialne i walki między dużymi okrętami floty. Pojawiają się też misje typowo rekonesansowe, których nawiasem mówiąc nienawidzę. W większości misji pojawia się element zaskoczenia, nieoczekiwany obrót spraw i wpadanie w kłopoty. Praktycznie żadna kampania nie kończy się tak, jak zaplanowało to dowództwo. Jest to bardzo interesujące i zarazem trochę irytujące. Ale w końcu tak na wojnie bywa. Ja uważam to za ogromny plus. Dzięki temu misje nie są nudne.

W grze mamy 3 poziomy trudności. Ja grałem na najłatwiejszym i nie było łatwo. Im trudniejszy poziom, tym wróg jest bardziej zwrotny i lepiej panuje nad maszyną. Poziom trudności, jak powiedziałem, zmienia się im dalej zachodzimy w grze. Aby osiągnąć sukces należy przede wszystkim reagować na zmieniającą się sytuację na polu walki. Trzeba być bardzo elastycznym i atakować te cele, o które prosi nasz dowódca, a nie strzelać do wszystkiego, co się rusza. Mi np. sprawiały trudności misje rekonesansowe. Trzeba było tam działać bardzo szybko i skanować każdy z wrogich okrętów. Nie dość, że na ogonie siedziały TIE to jeszcze trzeba było robić to szybko, bo inaczej okręty uciekały w nadprzestrzeń. Problemy nastręczała mi także czasami maszyna, a konkretnie Y-wing. Za każdym razem, kiedy leciałem tym pudłem powtarzałem misję kilka razy. Ten myśliwiec to nieporozumienie. Jednak najciekawsze były etapy gry, w których dochodziło do walk dużych okrętów. Wtedy dopiero była jazda. Czułeś się jak w filmie. Niesamowite uczucie. Czasami miałeś tak wiele celów, że nie wiedziałeś, w co strzelać najpierw. Od myśliwców aż się roiło.

W każdej misji można było zdobyć punkty dodatkowe, zazwyczaj za zniszczenie większej ilości myśliwców, bądź ISD’nów. Dzięki tym punktom można dostawać wyższe odznaczenia. Z tego co wiem, nie trzeba kończyć każdej misji, aby ukończyć grę. Jeżeli jedna nie wyjdzie, to można przeskoczyć do nowej. Ale nigdy tego nie robiłem (dlatego jeszcze gry nie ukończyłem). Po każdej kampanii (a jest ich bodajże 7) dostaje się wyższe odznaczenie. Nie wiem czy to coś daje prawdę powiedziawszy. Rozkazy można wydawać już od pierwszej misji. Choć nie polecam tego. Dlaczego? Wiąże się z tym pewien haczyk. Dopóki nie wydamy rozkazu komputer sam kieruje resztą eskadry i każdy wie, co ma robić. My jedynie wykonuje kluczowe czynności do ukończenia misji, np. wysadzamy stację bojową, bądź wlatujemy do środka jakiejś instalacji. Jeżeli jednak marzy nam się dowództwo, to musimy zdawać sobie sprawę, że eskadra będzie latać w kółko i nic nie zrobi bez naszego rozkazu. W ten sposób mamy więcej roboty. Poza tym nasi towarzysze po zniszczeniu kluczowej instalacji po prostu wracają do okrętu macierzystego. Więc na nic nam się zdadzą, jeżeli chcemy „dorobić” sobie na punkty. Dlatego ja wolę, aby komputer zajmował się większością spraw.

Na oddzielne omówienie zasługują jednostki, którymi będziemy latać. Każdy myśliwiec, czy frachtowiec ma pewną ilość energii, którą musi rozłożyć na osłony, lasery i silniki. Rozpoczynając każdy lot wszystkie te elementy są w równowadze. Jeżeli chcemy ładować lasery to musimy podnieść ich poziom, ale przez to energia w silnikach jest mniejsza i nasz myśliwiec ma mniejszą prędkość i zwrotność. Podobnie dzieje się z osłonami. Jeżeli zostaniemy trafieni, to osłony słabną. Jeżeli je podładujemy, to zmniejszymy prędkość. Innymi słowy lasery i osłony są w równowadze z energią w silnikach.

Lasery i osłony możemy mieć ustawione na 5 poziomów. Poziom 0, kiedy laser/osłona nie mają w ogóle energii i nasz myśliwiec dostaje niezłego przyspieszenia. Poziom 1, kiedy lasery/osłony pomału tracą energię na korzyść silników. Poziom 2, kiedy wszystkie 3 elementy są w równowadze (strzelając jednak laserami tracimy zawartą w nich energię, a osłony pod wpływem trafień nie regenerują się). Poziom 4, kiedy lasery/osłony cały czas są pomału ładowane, ale myśliwiec ma mniejszą prędkość. Poziom 5, kiedy prawie cała energia jest skierowana do laserów/osłon, a myśliwiec porusza się bardzo wolno. Możemy też regulować, którą część statku osłony mają bardziej wzmocnić (przód, tył czy rozłożyć się równomiernie wzdłuż całego poszycia). Po omówieniu sposobu działania myśliwców przejdźmy do ich krótkich charakterystyk:

  • X-wing – jest najbardziej funkcjonalnym myśliwcem. Wytrzyma więcej trafień niż A-wing, ale jest od niego mniej zwrotny. Dysponuje też większą siłą ognia niż jego młodszy brat. Z TIE razi sobie całkiem nieźle dzięki lepszym osłonom. Doskonały do akcji eskortowych. To nim będziemy latać w większości misji.
  • A-wing – jest najzwrotniejszym i najszybszym myśliwcem Rebelii. Może śmiało konkurować z TIE, a osłony dają mu nawet przewagę. Niestety jest dosyć wrażliwy na ataki i należy bardzo uważać, aby poziom osłon nie spadł do minimum. Głównie będzie wykorzystywany do misji rekonesansowych ze względu na szybkość.
  • Y-wing – najbardziej toporny ze wszystkich myśliwców. Wolny i mało zwrotny, ale dosyć wytrzymały (podobno). Służy głównie do ataków na większe jednostki, takie jak ISD, stacje bojowe czy mniejsze frachtowce. Uzbrojony dodatkowo w działa jonowe, które unieruchamiają atakowane.
  • B-wing – nowsza odmiana Y-wing. Szybszy, bardziej wytrzymały i przede wszystkim dysponujący ogromną siłą ognia. To te myśliwce są w głównej mierze pogromcami większych jednostek Imperium. Służą do szybkich i druzgoczących ataków, ale podobnie jak ich starsi bracia są mało zwrotne. Także są wyposażone w działka jonowe.
  • Headhunter – jest to starszy brat X-winga. Mniej zwrotny i o wiele słabszy, jest bardzo rzadko używany (bodajże w 1 bądź 2 misjach). Jego osłony wytrzymają do 2 – 3 strzałów TIE. Maszyna przestarzała.
  • YT-1300 – są to 2 frachtowce naszej rodziny. Jeden zostanie zniszczony na początku gry, a z drugim nie pamiętam, co się stanie prawdę powiedziawszy. Wyglądem są prawie identyczne z Sokołem Millenium, ale mnie zwrotne i słabiej uzbrojone niż statek Hana. Dużą zaletą są działka, które mogą automatycznie nakierowywać się na cel. Praktycznie można zrezygnować z ładowania laserów. Wieżyczki w zupełności poradzą sobie z przeciwnikiem.
  • Otana” – trochę nowocześniejszy statek typu YT-2000, który należał do naszego ojca. Po jego śmierci to właśnie Ace nim lata, wykonując misje dla rodziny. Zwrotniejszy, lepiej uzbrojony (2 wieżyczki i działo jonowe) i mocniejszy, jest porównywalny z „Sokołem”. Jeżeli dobrze wykorzystujemy jego możliwości, jest w stanie poradzić sobie z całą eskadrą TIE.
  • Sokół Millenium” – tego statku nie trzeba opisywać. Zwrotny, szybki i dobrze uzbrojony oraz, co najważniejsze, wytrzymały na tyle, aby przetrwać Endor. Bodajże najlepszy frachtowiec w grze.

Oczywiście nie są to wszystkie statki, jakie spotkamy w grze. Ilość jednostek jest po prostu przeogromna i opisanie ich wszystkich zajęłoby zbyt dużo czasu. Jeżeli ktoś chce przejrzeć ich opisy, to odsyłam do encyklopedii (chyba można to tak nazwać) zawartej w grze (na pokładzie krążownika, na którym stacjonujemy).

Przejdźmy teraz do uzbrojenia. Każdy z naszych myśliwców ma oczywiście lasery, a niektóre posiadają działka jonowe (Y-wing, B-wing). Poza tym każda z maszyn jest uzbrojona w torpedy protonowe, rakiety lub bomby kasetowe w zależności od typu myśliwca bądź rodzaju misji. Ogólnie rzecz biorąc na myśliwce szkoda jest marnować torped. Lepiej wykorzystać je na większe jednostki, z tym, że musimy podlecieć do nich bardzo blisko, ponieważ inaczej artylerzyści je zestrzelą. Rakiety można użyć na myśliwce, ale na TIE się raczej nie sprawdzają. Maszyny Imperium są po prostu za zwrotne (chyba, że jesteśmy bardzo blisko i wystrzelimy rakietę „na ślepo”). Bomby są wykorzystywane tylko na wielkie okręty, takie jak ISD. Problem z tymi trzema rodzajami broni jest taki, iż trzeba poczekać chwilę, aby namierzyły cel. Jesteśmy wtedy narażeni na ataki. Żeby bronić się przed tymi rodzajami broni mamy Flary i Chafy. Wypuszczone w odpowiednim momencie pozwolą na unikniecie trafienia. Jest jeszcze jeden sposób, ale trochę bardziej ryzykowny. Wyszukujemy na środkowym wyświetlaczu torpedę/rakietę, która leci w naszą stronę (przycisk „i”) i obracamy się w jej stronę, próbując ją trafić. W większości wypadków pomaga.

Na zakończenie mogę jedynie zachęcić czytających ten tekst do jak najszybszego kupna tej gry. Jest po prostu niesamowita i pozwala na wczucie się w rolę pilota Rebelii. Do gry można wracać wiele razy. Ja np. po przeczytaniu „Wojny o Bactę” Stackpole’a postanowiłem zestrzelić parę myśliwców Imperium. Aha, jeszcze jedno. Gra oferuje też rozgrywki w sieci. Nie próbowałem tej formy zabawy, ale ponoć jest całkiem interesująca. Musicie spróbować sami. Nadal podtrzymuję swą opinię, że X-Wing Alliance jest najlepszym symulatorem SW na rynku. Długo nie będzie miał następcy.




Narsil

Opublikowane: 2004-07-27

[ Wróć ]
Weź udział w konkursie!
Dejarik - zagraj z nami!
Ossus: Encyklopedia Gwiezdnych wojen
Falkon 2009


Wyniki
Ankiety

Głosów: 1147
Komentarzy: 0
Witaj

Anonimowy
Nick
Hasło
Zarejestruj  

SWgames.pl - gry Star Wars. The Force Unleashed, KOTOR, Battlefront
Ilum
Sluis Van
Starwarsy
[MARSite on-line - strona poświęcona światom stworzonym przez George'a Lucasa i Stevena Spielberga]
Cartoon Wars Blog
Brotherhood of the Sith
Copyright © The Outer Rim Team

Web site engine's code is Copyright © 2003 by PHP-Nuke. All Rights Reserved. PHP-Nuke is Free Software released under the GNU/GPL license.
Tworzenie strony: 0.349 sekund

Bydgoski Fanklub Star Wars