Dołączył: Feb 10, 2005 Posty: 1560 Skąd: I tak byś nie wiedział gdzie to jest...
Wysłany: Czw 30 Kwi, 2009 4:16 Temat postu:
Wojownik jeszcze przez kilka sekund rozglądał się po hangarze. Nie napotkał wzrokiem nikogo z kim miałby ochotę zamienić chociażby jedno słowo. Skoro nie było tu innych Mandalorian, to nie było tu dla niego nikogo godnego uwagi.
Miał zamiar opuścić flotę przy najbliższej okazji, na pierwszej zamieszkałej planecie, obok której będą przelatywać. Stamtąd złapie jakiś transport na Onderon a potem na Dxun. Nastał czas, aby Dash Fett powrócił do mandaloriańskiej armii i zajął w niej, należne klanowi Fett, miejsce. Polowanie na Jedi było skończone.
Miraluka zagryzł wargę. Domyślał się, że prędzej czy później to pytanie powróci. Nie znaczy to wcale, że miał na nie przyszykowaną odpowiedź.
- Nie wiem… - powiedział po chwili wahania. Po tylu latach uwięzi na smyczy Sithów nie wiedział, co może ze sobą zrobić. W głowie miał pustkę. Bał się zresztą podejmować jakiekolwiek decyzje. – Chcę po prostu… odpocząć. Przez ostatnich kilka tygodni zmieniło się tak wiele… Potrzebuje czasu.
Dołączył: Dec 01, 2004 Posty: 10674 Skąd: Jugoslavija
Wysłany: Czw 30 Kwi, 2009 10:20 Temat postu:
Arun Radena skinął głową w zrozumieniu. Pozostali również się nie odezwali, a Sunrider zarządziła, by pozwolić rannym na niezbędny im odpoczynek. Kiedy wszyscy prócz Nersara odeszli, Eila powiedziała:
- Znasz moje zdanie. Nie... nie zmieniłam go, ale... zrobię co ty... będziesz chciał.
Jej głos coraz bardziej się urywał, więc doktor wyprosił Creona z pomieszczenia i obie kobiety dostały od razu środki nasenne.
Kilka dni później na orbicie Ossus pozostało już tylko parę okrętów na czele z „Przyjaźnią”. Pierwszego dnia po bitwie pani admirał Forn Dodonna przeprowadziła długą rozmowę z Mistrzami Jedi oraz przeprowadzono oficjalne uroczystości za zmarłych w bitwie. W innych warunkach fregata medyczna byłaby już dawno na orbicie jakiejś cywilizowanej planety, jednak Jedi chcieli wykorzystać leczenie Isyy i Eili do poszukiwań ocalałych z katastrofy mieszkańców Ossus – tak Knossan i Ysannończyków, jak mutantów.
Nie odnaleźli nikogo.
Nadszedł w końcu dzień, gdy Arkanianka i Eila mogły się już poruszać o własnych siłach, i to całkiem nieźle, gdyż wszystkie rany zostały dokładnie zaleczone. Tego dnia Jonothan Stone, Mia Stone, Arun Radena, Vima Sunrider i Isaa Eorm byli już gotowi do odlotu na Coruscant na pokładzie jednej z republikańskich korwet. Cała szóstka udała się na lądowisko, by tam spotkać się z Eilą oraz Nersarem Creonem – dwójką, która jeszcze nie podjęła decyzji odnośnie swoich dalszych losów.
Mistrzowie Jedi postanowili nic nie mówić. Kilka dni dało Miraluce wystarczająco dużo czasu, by ich słowa – jakiekolwiek by nie wypowiedzieli – mogły naprowadzić Creona na trasę, którą zaproponowali także Jonothanowi, zakładając oczywiście, że podjął inną decyzję. Mieli nadzieję, że poleci z nimi na Coruscant, by odbudować Zakon Jedi, ale w razie odmowy nie czyniliby mu wstrętów. Co było, już minęło.
Mike, Krzysiek -> Czas na wasze ostatnie posty (bo takimi powinny być, heh). Do your best. _________________ Battlestar Galactica is over.
Miraluka długo uciekał przed tą chwilą. Nie mógł już dłużej. To musiało zakończyć się tu i teraz. Wiedział, co ma powiedzieć. Kilka dni na pokładzie „Przyjaźni” wystarczyło. Nie mógł być bardziej gotowy. Trochę jednak trwało zanim zdołał się odezwać.
- Nie umiem bawić się w te słowne podchody, Eila, wiesz o tym. – Musiał być bezpośredni. Nie umiał inaczej. - Podjąłem wreszcie decyzję. Jestem pewien, że ją zrozumiesz...
Westchnął ciężko i delikatnie chwycił jej dłonie.
- Chcę, żebyś poleciała na Coruscant i pomogła Jedi tworzyć nowy zakon, o którym tyle ostatnio gadają. Nie potrzebuję Mocy, żeby wyczuć, jak bardzo ci na tym zależy… Ja nie mogę ci towarzyszyć. Nie jestem na coś takiego gotowy. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę. Długo nad tym myślałem, Eila. To najlepsze wyjście. Sunrider cię potrzebuje. To twoja szansa. Nie możesz jej zaprzepaścić… Ja polecę na Alpheridies. Muszę zamknąć pewne sprawy z przeszłości… Może wtedy będę gotowy… Jeśli oczywiście będziesz czekać.
Zdobył się na wymuszony uśmiech i czule pocałował dziewczynę. Potem cofnął się o kilka kroków. Nie wiedział, czy rzeczywiście mógłby wrócić. Lepiej dla wszystkich byłoby po prostu zapomnieć. Ale to nie było możliwe. Przynajmniej na razie.
Zdecydował, że poleci do swojego rodzimego świata i odwiedzi dom ojca. Jeśli do tej pory nikt nie przejął starego mieszkania, to zapewne miał zastać jedynie ruinę. Mimo wszystko chciał odwiedzić to miejsce. Pragnął przypomnieć sobie dzieciństwo i czasy, kiedy jeszcze nie był Sithem. Dorósł także do tego, by w końcu dowiedzieć się czegoś o swojej matce.
Przygoda na Ossus wiele go nauczyła.
Dołączył: Dec 01, 2004 Posty: 10674 Skąd: Jugoslavija
Wysłany: Sob 2 Maj, 2009 9:02 Temat postu:
Być może Eila nie spodziewała się takich słów, ale kilka dni dało jej pewne przeczucie, że Miraluka podejmie decyzję inną od tych, które wcześniej miał w myślach. Wraz z upadkiem Sithów – teraz już oficjalnie ogłoszonym na całą galaktykę – wszystko uległo zmianie. Wszystko.
Dziewczyna nie pozwoliła mu cofnąć się na tych kilka kroków.
- Kiedyś będziesz gotowy, czuję to gdzieś w głębi siebie. Będę na ciebie czekać, ale nie wieczność. Zależy mi na odbudowaniu Zakonu Jedi, ale jeszcze bardziej zależy mi na tobie. Jeśli więc nie wrócisz, odszukam cię, choćbyś się ukrywał na samym krańcu galaktyki – powiedziała z uśmiechem, ale też powagą, po czym przyciągnęła go i pocałowała na pożegnanie tak mocno i długo, jak tylko to było możliwe. – Kocham cię. Do zobaczenia.
Eila odsunęła się, po czym podeszła do Mistrzów Jedi i lekko się skłoniła.
- Wygląda na to, że jestem z wami.
Vima Sunrider poklepała ją po ramieniu i jednocześnie posłała myślowe pożegnanie Creonowi. To samo uczynił także Radena. Po chwili cała siódemka ruszyła w kierunku promu, który miał ich zabrać na korwetę.
- Idziesz, Jonothan? – spytała odrobinę rozbawionym tonem Isaa Eorm, widząc że Jonothan Stone jakby się zamyślił i stoi w miejscu.
No dobra, to w takim razie teraz proszę o ten ostatni post. _________________ Battlestar Galactica is over.
Dołączył: Sep 25, 2007 Posty: 875 Skąd: Prawobrzeżna Warszawa
Wysłany: Nie 3 Maj, 2009 13:42 Temat postu:
- Powodzenia - powiedział Nersarowi Stone. Krótką chwilę zastanawiał się, czy nie dodać czegoś jeszcze. Kiedy się poznali stali po dwóch stronach barykady, potem... Cóż. W starciu z mrocznym lordem w Knossie zginęliby niechybnie gdyby nie współpracowali. Mimo to powiedzieć, że Jonothan polubił Creona byłoby pewnym nadużyciem.
Ale szanował go. "Powodzenia" powinno wystarczyć.
Słysząc głos Isyy Jonothan odwrócił się i ruszył w jej kierunku.
To by było na tyle, jeśli chodzi o Ossus. Odzyskał tu pamięć - mniejsza z tym, że stracił ją na własne życzenie - odnalazł Mię i nauczył się czegoś o sobie. Mógł z czystym sumieniem zostawić planetę za sobą. Więcej, mógł wreszcie zerwać ze swoją fiksacją na punkcie przeszłości. Co prawda wypadałoby jeszcze kiedyś ułożyć sprawy z Qeel, ale na to przyjdzie czas.
Póki co przyszła pora, by zmierzyć się z przyszłością.
Wiązał ją z Jedi - ciekawe, jak to wyjdzie. Wciąż nie sądził, by był odpowiednim materiałem na Jedi... Ale musiał przyznać, że Radena ma większe doświadczenie w tej sprawie i jeśli on tak mówi to coś w tym pewnie jest.
Jakby nie było, będzie miał u boku Mię. Biorąc pod uwagę jej liczne talenty był pewien, że bardzo przyda się Jedi. Wątpił jednak, by była to z jej strony decyzja na całe życie. Jeszcze nie teraz. Wyczuwał w niej tę samą ciekawość, chęć poznania galaktyki która napędzała jego działania kiedy był w jej wieku.
Cóż, młodość musi się wyszumieć. Póki co jednak młodość musi skontaktować się ze swoją matką i zapewnić, że nic jej nie jest - jak tylko wejdą w zasięg łączności z Sulonem.
Poza tym w przyszłości Jonothana była jeszcze Isaa. Z dnia na dzień myślał o niej coraz cieplej, unikając nadania jednoznacznych nazw tym uczuciom. Nie zwierzył się nikomu. Mia pewnie wiedziała - odczytywała jego nastroje ze zdumiewającą łatwością.
Z drugiej strony i tak był otoczony przez telepatów.
- Pewnie, że idę. Skąd pomysł, że chciałbym zostać? - zapytał, zrównawszy się z Isąą. Posłał jej ciepły uśmiech.
- Wszystko, czego mógłbym chcieć jest przede mną. _________________ Haiku są proste
Czasem nie mają sensu
Pralko-suszarka.
Dołączył: Dec 01, 2004 Posty: 10674 Skąd: Jugoslavija
Wysłany: Nie 3 Maj, 2009 14:15 Temat postu:
- Cieszę się, że tak myślisz – powiedziała z podobnym uśmiechem Isaa Eorm. Chwilkę później siedem postaci wkroczyło na pokład gwiezdnego promu. Maszyna pomalowana w republikańskie barwy majestatycznie uniosła się nad płytę lądowiska i pomknęła w krótką podróż do śluzy próżniowej korwety o zaskakująco przypadkowej nazwie „Przyszłość”.
Będąc już wewnątrz nowoczesnego okrętu, pierwszego z całej linii, Arun Radena, Vima Sunrider, Jonothan Stone, Mia Stone, Isaa Eorm oraz Eila udali się prosto na mostek, gdzie, ku swemu zdumieniu, zostali powitani oklaskami załogi. Kapitan promieniował dumą, że został wybrany do eskortowania tak znaczących osób i zaproponował, by pozostali na mostku podczas ostatniego przelotu nad Ossus i skoku w nadprzestrzeń.
Przez iluminator „Przyszłości” przewinęła się jasnobrązowa kula opustoszałej już planety, na której wiele z osób stojących teraz na mostku przeżyło nie tylko mnóstwo przygód, złych i dobrych emocji, ale także – a może przede wszystkim – najistotniejsze momenty swych żyć. Po kilku chwilach Ossus zniknęło im z oczu.
Arun Radena objął w pasie Vimę, spoglądając w czarną pustkę kosmosu i powiedział z uśmiechem:
- Minęły trzy lata od początku tego wszystkiego. Myślę, że możemy nareszcie uznać Polowanie na Jedi za zakończone.
Gwiazdy za iluminatorem rozciągnęły się w długie, białe linie.
Wszystkie czasy w strefie GMT - 4 Godziny Idź do strony Poprzedni1, 2, 3 ... 14, 15, 16
Strona 16 z 16
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach